W filmie Screaming Masterpiece opowiadającym o muzycznej
scenie Islandii na początku naszego wieku, wokalista Bang Gang, Barði
Jóhannsson, tłumaczył jakość muzyki tworzonej przez islandzkie zespoły tym, że
rynek muzyczny właściwie tam nie istnieje i tym samym nie wywiera żadnej presji na twórców,
którzy nagrywają tylko taką muzykę, jaka im samym się podoba. Oraz z nadzieją, że
płytę kupi koło 200 osób, głównie znajomi i członkowie rodziny.
Tymczasem debiutancki My Head is an Animal zespołu Of Monster and
Man zyskał w Stanach Zjednoczonych status platynowej płyty, co oznacza ponad milion
sprzedanych kopii. Jedyną Islandką która odbierała już kiedyś platynę w USA
jest Björk. Wokalistka Of Monsters, Nanna Bryndís Hilmarsdóttir, miała na
początku 2005 roku, w dniu premiery Screaming Masterpiece, 15 lat, oraz odpowiednio 4 i 6 lat kiedy Björk dostawałą platynę w USA za Debut i Post. Ciekawe,
prawda?
Pamiętacie historię siostry Jónsiego, Sigurrós? Otóż okazuje
się, że jej zamaskowana postać widnieje na okładce debiutu londyńskiego Fanfarlo.
I jest to dopiero początek. Zdjęcie tamtej okładki wykonała inna siostra Jónsiego,
Lilja (znowu imię-kwiat). A dziś możemy oglądać teledysk zapowiadający tegoroczny
album zespołu Fanfarlo do piosenki Landlocked, w której występuje Lilja, a
który reżyserowała… kolejna siostra Jónsiego, Inga (która również nagrywała
wideoklipy do Valtari). To nie ostatnia z historii rodzinnych.
Ciekawostką jest to, że zespół Fanfarlo nie jest z Islandii.
Czemu jawnie przeczą ich wypowiedzi,
takie jak na przykład ta dotycząca albumu Let's Go Extinct, który zostanie wydany w tym roku: „What I loved about making this record was how free-flowing and
loving the whole process was. It felt like we were building our own little
world around it. We built the skeleton of it in a residential studio, then
moved to this house that had been empty for twenty years, where we built a
temporary studio. We didn't go outside for ten days, just recorded into the
night every day. These places were in remote spots in Wales and we lived
together cooking big family meals the whole time”. Czy tylko mi
przypomina to dawne historie z sesji nagraniowych zespołu Múm?
Inną arcyciekawą i siostrzaną kooperacją z Islandii jest
zespół Sísý Ey (z angielska wymawiany jako See See Ay). Siostry Elin, Elisabet
i Sigga długo szukały, aż odnalazły tego jedynego… DJ’a, niejakiego Oculusa.
Zespół skupia się na występowaniu na żywo, tam szuka inspiracji i kierunku
rozwoju. Przy okazji wychodzą im dobre single: Ain’t Got Nobody oraz Restless (w stylu
dawnego Gus Gus przełamanego Daft Punkiem, do ściągnięcia z facebookowego fanpage’u
zespołu).
I na koniec warto powrócić do Barðiego, który wspominał
również o tym, że zespoły z Islandii bardzo pomagają sobie nawzajem. Tym razem
współpraca okazała się międzynarodowa – Barði wraz z połową francuskiego duetu
Air, Jean-Benoit Dunckel, stworzyli projekt Skywalker. Szykują dopiero EPkę,
ale już debiutancki Bad Weather wiele obiecuje. Bardzo wiele.
I ostatnia ciekawostka. Naród Islandii nie rozrasta się zbytnio, nadal oscyluje wokół 300 tysięcy obywateli. Przeczytałem dziś, że na Islandii jest największy odsetek pisarzy pośród ogółu mieszkańców, co dziesiąty Islandczyk pisze powieści (do nas dochodzą głównie kryminały, ale są też i wyjątki jak "101 Reykyavik" Hallgrimura Helgasona). Gdyby dodać do tego statystyki dotyczące muzykujących Islandczyków (obejrzyjcie wreszcie Screaming Masterpiece) robi to razem piorunujące wrażenie.
Mjög vel gert!




