W roku 1994 zaistniały choćby takie trzy wydarzenia: w podsumowaniu rocznym Billboardu Hot 100 w pierwszej dziesiątce znalazły się aż trzy piosenki Ace of Base, urodziła się Sigurrós Elín Birgisdjóttir, a jej brat Jón, nazywany przez wszystkich po prostu Jónsi, założył wraz z dwoma kumplami zespół Sigur Rós. Wynik Ace of Base jest "piękną" przeszłością, piękną, bo słusznie minioną. Sigurrós jest dziś, sądząc po jej profilu na fejsie, miłą, europejską nastolatką (zdjęcie z Kevinem Baconem pokazuje, że być może nie taką "zwyczajną"), która na zdjęciu profilowym pozuje uśmiechnięta wraz z bratem.
A zespół? No cóż, przez dwadzieścia lat istnienia zmienił kilku osobom ich muzyczny świat. Muzyka Sigur Rós była już ciszą, modlitwą, oddechem, płaczem, krzykiem na morzu. Dla krytyków rozbeczana i sentymentalna, nazbyt pompatyczna. Ale coś jest na rzeczy, skoro zespół z małej Islandii nie nagrywający piosenek w formacie radiowym i nie wyśpiewywanych po angielsku, doczekał się takiego uznania, popularności i aktywnej inspiracji. A Jónsi, ze swoim smyczkiem przy gitarze, jest jedną z tych cichych, półprzezroczystych ikon piękniejszego tła popkultury.
Od "wybuchu" Ágætis byrjun w 2010 (wydanego w 1999) Sigur Rós zdążyli wymyślić się na nowo już kilka razy. Przed rokiem, gdy od zespołu odchodził Kjartan Svensson, pytania o przyszłość (teraz już) tria poruszyły wyobraźnię fanów i dziennikarzy muzycznych. Ale zespół wrócił mocny świetnym albumem Kveikur, na którym bardziej dosadna rytmika i nowe dla zespołu emocje pozwoliły zagrać inaczej i jednocześnie grać swoje. W podsumowaniach roku płyta nie zajmuje wyłącznie najbardziej eksponowanych, ale gdy pozwalam sobie na eksperyment myślowy i sprawiam, że Kveikur to dzieło debiutantów... Oj, zamieszanie okazuje się podobne do tego z roku 2000.
Sigur Rós obchodzą dziś dwudziestolecie istnienia. Wszystkiego dobrego!
Takk Sigur Rós!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz